W rozmowie z portalem INTERIA.PL grupa US5 opowiedziała o swoich najlepszych i najgorszych wspomnieniach z dotychczasowej kariery.
Po dwóch latach kariery zespół US5 przywołał ulubione momenty z tego okresu. Członkowie boysbandu zdradzili też mniej miłe wspomnienia.
- Ogólna suma naszych doświadczeń jest pozytywna. Tak wiele podróżujemy, spotykamy się z fanami, zaznajemy tak wiele sympatii i wsparcia. A najważniejsze jest to, że możemy występować na scenie, możemy robić to, co kochamy. Dlatego nie mogę przypomnieć sobie żadnych złych momentów. Chociaż na pewno jednym z negatywnych aspektów jest rozłąka z rodziną i przyjaciółmi - stwierdza Chris Watrin.
- Dla mnie najgorszy moment miał miejsce podczas naszej pierwszej trasy, kiedy doznałem kontuzji kolana i konieczna była operacja. Nie mogłem tańczyć przez dobrych kilka miesięcy, byłem przykuty do łóżka i bardzo nieszczęśliwy. To było okropne - Izzy Gallegos.
- A najlepszym momentem była dla mnie chwila, kiedy po raz pierwszy odbieraliśmy "Złotą płytę", za piosenkę "Maria". Graliśmy wtedy koncert w Niemczech, a nasz menedżer przerwał występ i wyszedł do nas na scenę z naszą "Złotą płytą". W ten sposób mogliśmy podzielić się tym sukcesem z fanami - dodaje Izzy.
Zespół nie zapomniał o szale fanów, z jakim spotkał się w lutym podczas promocyjnej wizyty w Polsce:
- Dla mnie takim momentem, kiedy byłem naprawdę urzeczony i pozytywnie zaszokowany, była druga trasa promocyjna w Polsce. Nie spodziewaliśmy się niczego szczególnego, może oczekiwaliśmy, że będzie trochę więcej fanów, mieliśmy rozdać trochę autografów w Warszawie, Katowicach, i jeszcze gdzieś... A to, co się stało, było niewiarygodne. W Katowicach po nasz podpis przyszło prawie pięć tysięcy osób. Nie mogliśmy podpisać tych wszystkich płyt, bo policja musiała to przerwać... - relacjonuje Jay Khan.
- Wszystkie gorsze momenty, nie mogą przeważyć tych dobrych. To niesamowite przeżycie. Oczywiście było wiele szczególnych momentów, takich jak pierwsze wyróżnienie, nasza pierwsza okładka w "Bravo", pierwszy Złoty Otto, jakiego dostaliśmy od czytelników "Bravo"... - wspomina Richie Stringini.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz